Dlaczego nie ma Polonii? – felieton

9 kwietnia minęło równo 10 lat od ostatniego meczu Polonii Warszawa w koszykarskiej ekstraklasie. Kilkanaście dni wcześniej mieliśmy 5. rocznicę ostatniego meczu „Czarnych Koszul” na centralnym, drugoligowym poziomie. Dziś w żadnych rozgrywkach ligowych nie występuje żadna drużyna Polonii Warszawa.

Dziś sekcja koszykówki męskiej jest w największym kryzysie w swojej niemal 100-letniej historii. Brak drużyny ligowej sprawia, że na coraz słabszym poziomie są również drużyny młodzieżowe prowadzone przez MKS Polonia Warszawa. Pomimo solidnej pracy trenerów, brak perspektyw rozwoju dla młodych zawodników sprawia, że bezsprzecznie najlepszy do niedawna klub młodzieżowy na Mazowszu, regularnie zdobywający medale w młodzieżowych mistrzostwach Polski, dziś w rozgrywkach stołecznych musi uznawać prymat nie tylko Legii, ale też takich zespołów jak MKS Ochota, czy LA Basket.

Znamienne, że pełzający upadek sekcji męskiej zbiegł się w czasie z odrodzeniem sekcji żeńskiej. SKK Polonia Warszawa pierwszy raz zgłosiła się do rozgrywek w sezonie 2011/12. Na który to koszykarze nie otrzymali licencji na grę w Ekstraklasie, w którym, pierwszy raz od lat 40. XX wieku, nie wystąpiła jakakolwiek drużyna w lidze. Koszykarki, dzięki pracy wielu osób – począwszy od odnowicieli klubu (m.in. Przemysława Zająca i Grzegorza Janczury), przez Katarzynę Dulnik, i – chyba przede wszystkim – Łukasza Tusińskiego, wraz z niezliczoną liczbą kibiców-wolontariuszy, od najniższej możliwej, II ligi, w ciągu 10 lat sportowo wywalczyła awans do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Tych rzeczy: entuzjazmu, otwarcia na społeczność, kreatywności zabrakło u panów, zwłaszcza w ostatnim dziesięcioleciu. Niewątpliwie, wielkie słowa uznania należą się prezesowi Wojciechowi Kozakowi, który po nagłym wycofaniu się Warbudu na początku 2005 roku i pozostawieniu drużyny bez środków, dzięki swoim talentom organizacyjnym, a także wpływom politycznym, utrzymał klub i doprowadził go do brązowego medalu mistrzostw Polski. Przez kolejne lata udawało mu się zdobywać licencję na Ekstraklasę, mimo bardzo niekorzystnego położenia – długów, braku własnej hali, braku lokalnych sponsorów. Niestety, sporo namieszała firma Azbud. Pochodzący z Krakowa tytularny sponsor klubu w sezonie 2009/10, w trakcie rozgrywek przestał płacić na rzecz klubu, co było silnym ciosem dla już ledwo dyszącej wówczas Polonii. Mimo iż klubowi działacze rzutem na taśmę poskładali drużynę na sezon 2010/11, w kolejnym już się nie udało.

Nie można jednak przymykać oka na pewne zaniechania, które już wtedy miały miejsce. Czy klub, pomimo skromnych możliwości, nie mógł rozwijać wolontariatu? Naprawdę niemożliwe było czynienie otoczki meczów bardziej atrakcyjną? Choćby przez częstsze udziały cheerleaderek? 

Dla piszącego te słowa najbardziej uderzało traktowanie swojej fenomenalnej historii po macoszemu. Choć włodarze klubu wspominali o niej, jako swym wielkim atucie, niewiele robili, by ją upowszechniać. Z klubowych ogólnodostępnych źródeł, nie można było się dowiedzieć o wyeliminowaniu Barcelony w 1960 r. (jedyny taki przypadek w historii polskiego sportu!). Tak, jakby historia w klubowej narracji ograniczała się ledwie do ostatnich kilkunastu lat, w trakcie których działali w klubie ówcześni decydenci.

Nie można jednak mówić, że klub nic nie robił w sprawach historycznych. W 50. rocznicę mistrzostwa Polski, Polonia zorganizowała zjazd zawodników drużyny i wydanie okolicznościowej publikacji. Świetna inicjatywa – ale dlaczego nie przygotowano niczego podobnego kibiców? Czemu na spotkanie z mistrzami nie zaproszono choćby delegacji najzagorzalszych fanów z „Rady Puchaczy”? Taka źle pojmowana „elitarność” jest absurdalna. Tworzy mur między klubem a – nielicznymi – kibicami. Niezależnie, czy traktowalibyśmy koszykarską Polonię jako przede wszystkim rzecz wspólną, ważną dla lokalnej społeczności, czy jako przedsiębiorstwo, które powinno zabiegać o możliwie duży rozgłos.

Dziś tym bardziej bardziej możemy żałować, że w roku 2009, po awansie Polonii 2011, nie doszło do fuzji między obiema Poloniami. Z perspektywy czasu widać, że połączenie potencjału młodzieżowców Polonii 2011 (wśród których było wielu przyszłych reprezentantów Polski) i zdolnych amerykańskich zawodników, do których wynajdowania rękę miał trener Polonii Wojciech Kamiński, mogło zdziałać wiele. Szkoda zmarnowanej szansy.

Pamiętajmy, że Polonia nie była pierwszą drużyną, która w ostatnich kilkunastu latach z powodów organizacyjnych nie dostała ekstraklasowej licencji. W tym gronie mamy m.in. najbardziej utytułowanego w historii polskiej koszykówki Śląska Wrocław (przez trudności finansowe znikał dwukrotnie, a jeśli liczyć też nieuznawany przez część kibiców klub zorganizowany pod auspicjami Przemysława Koelnera – trzykrotnie), zawsze groźni Czarni Słupsk, AZS Koszalin, ŁKS Łódź, czy AZS Politechnika Warszawska.

Tragizm Polonii polega na tym, że żaden klub, mający aktywa w postaci drużyn młodzieżowych, nie spadł do pozycji jednego z najgorszych klubów najniższej możliwej, III ligi – a takie wyniki osiągały drużyny sekcji dowodzonej od lat przez Janusza Kołakowskiego, nieregularnie występujące w latach 2016-20.

Gdy Polonia znikała z Ekstraklasy w 2011, wydawać by się mogło, że istnieje fundament w postaci drużyn młodzieżowych. Kilka miesięcy wcześniej juniorzy starsi zdobyli wicemistrzostwo Polski. W 2013 r. po złoty medal sięgnęli kadeci. Siłę młodzieżowców potwierdzały wyniki trzecioligowej drużyny MKS-u, zgłoszonej do rozgrywek w sezonie 2012/13. Podopieczni Andrzeja Kierlewicza jak burza przeszli etap wojewódzki, nie przegrywając w nim ani jednego spotkania. Gorzej było już w finale (w swojej grupie zajęli ostatnie miejsce, nie dające promocji do II ligi), ale dzięki zaproszeniu od Polskiego Związku Koszykówki, w kolejnych trzech sezonach widzieliśmy Polonię na drugoligowych parkietach.

I pierwsze dwa sezony należy uznać za całkiem udane sportowo – w sezonie 2013/14 drużyna awansowała do play-offów, w trakcie sezonu toczyła kilka wyrównanych bojów z Legią Warszawa – obecnie 4. drużyną w Polsce. Blisko play-offów „Czarne Koszule” były również w sezonie 2014/15.

Po tamtym sezonie doszło jednak do (kolejnego) przesilenia. Większość zawodników wraz z trenerem, odeszła z MKS-u i utworzyła KK Warszawa. W sezonie 2015/16, składająca się w znacznym stopniu z nastoletnich koszykarzy Polonia, z hukiem spadła do III ligi.

Tu należy pytać włodarzy MKS-u, dlaczego, na bazie zdolnej młodzieży, nie podjęto próby odtworzenia drużyny koszykówki z prawdziwego zdarzenia, mającej docelowo piąć się w górę, tylko snuto jakieś wizje o kupnie dzikiej karty na Ekstraklasę (do czego, ponoć, było względnie blisko w 2014 r.)? Czemu nie udało się znaleźć żadnych partnerów zewnętrznych, dodatkowych sponsorów. Nie było takich możliwości, czy nawet nie podjęto ku temu realnych działań? Czy naprawdę nie można było schludnie i regularnie prowadzić strony internetowej? 

I czy naprawdę nie udało się porozumieć z ludźmi, którzy tworzyli KK Warszawa? Którzy potwierdzili swe kompetencje, wywalczając w swoim drugim „posecesyjnym” sezonie awans do I ligi? Bezsprzecznie takie pytania, jak i wielu innych, należy stawiać Januszowi Kołakowskiemu, kierownikowi sekcji MKS Polonia Warszawa, odpowiadającemu za obecny stan rzeczy.

Swe ostatnie wielkie sukcesy, Polonia Warszawa zawdzięcza partnerstwu Warbudu. Przyjście tej dużej warszawskiej firmy, wyniosło koszykarzy na zupełnie inny poziom finansowo-organizacyjny. Sprawiło, że zespół zmagający się z permanentnym brakiem gotówki, mógł rywalizować z najlepszymi. Ale dziś widzimy, że prawdopodobnie wtedy zostały popełnione błędy, które wybrzmiewają do dziś. Bo czy Veselin Matić był gorszym trenerem od Krzysztofa Lubaszki, wieloletniego koszykarza Polonii, który świetnie sprawdził się jako szkoleniowiec I drużyny w niełatwych organizacyjnie latach 1996-98 (na czele z 4. miejscem na zapleczu Ekstraklasy w sezonie 1997/98, prowadząc zespół bazujący na wychowankach)? Co do Polonii wnieśli pochodzący z zewnątrz „profesjonaliści” pokroju Marka Łączyńskiego czy Janusza Kołakowskiego?

Zostawiając na boku sprawy historyczne, pozostaje pytanie – co teraz? Czy należy się biernie przyglądać temu, co się dziś dzieje? Brakowi męskiej drużyny Polonii w rozgrywkach ligowych?

W 2020 r. Fundacja Kultywowania Tradycji Koszykarzy Polonii Warszawa wystosowała list otwarty do Wojciecha Kozaka (właściciela spółki Klub Koszykarski Polonia Warszawa SSA, zarządzającej niegdyś drużyną ekstraklasową) i Janusza Kołakowskiego. Odpowiedź do dziś nie napłynęła. Najbardziej uderzające jest milczenie kierownika sekcji koszykówki w MKS Polonia Warszawa.

Ostatnie zdanie listu brzmiało: „W zaistniałej sytuacji, brak Państwa odzewu na wspomniany apel, brak przedstawienia planów na przełamanie obecnego kryzysu, będziemy rozumieć jako Państwa désintéressement seniorską koszykówką męską Polonii Warszawa.”. Od momentu publikacji, minęło już 7 miesięcy. Odzewu wciąż brak Należy przez to rozumieć, że MKS Polonia Warszawa nie jest zainteresowany odbudową ligowej drużyny Polonii Warszawa.

Zasadne jest więc zgłoszenie drużyny Polonii do rozgrywek ligowych, nie oglądając się na zamiary MKS-u. Brak zainteresowania włodarzy MKS Polonia Warszawa nie może petryfikować działań na rzecz ligowej drużyny Polonii Warszawa. Tak wielki klub nie może sobie pozwolić na agonię i brak obecności na mapie sportowej Polski tylko z powodu działaczowskiej indolencji. Tym bardziej, że koszykarska konkurencja nie śpi (w I lidze mamy dynamicznie rozwijające się Dziki Warszawa). Dalsza pasywność doprowadzi do zniknięcia Polonii i jej całkowitego zaniku w zbiorowej świadomości fanów sportu.

Należy więc pytać, nie „czy” odbudować drużynę męską, ale „jak”. Wzorem do naśladowania jest tu przede wszystkim drużyna koszykówki kobiet, SKK Polonia Warszawa, należąca do stowarzyszenia klubowej społeczności. O zaletach tego rozwiązania można mówić bez liku. Przede wszystkim, zwiększa to stopień identyfikacji z drużyną, której właścicielami są m.in. kibice. Przykład SKK Polonii pokazuje, że w tej sytuacji łatwiej pozyskać wolontariuszy chętnych do pracy na rzecz klubu. W drużynie polonijnych pań funkcjonuje to fenomenalnie – transmisje ze spotkań są realizowane na bardzo wysokim poziomie (nie będzie przesadą stwierdzić, że lepszym, niż oficjalne streamy Energa Basket Ligi). Bardzo dobrze działają klubowe media społecznościowe. Klub pamięta również o swojej historii, organizując szereg godnych pochwały inicjatyw, do których można zaliczyć Memoriał Bohdana Bartosiewicza, spotkanie z drużyną mistrzyń Polski juniorek z 1988, czy – last but not least – publikując na swojej stronie internetowej świetne reportaże historyczne.

Nowy klub prowadzący drużynę koszykarzy Polonii, pamiętając o swojej elitarnych przywarach, musi być jednocześnie możliwie inkluzywny. Otwarty zarówno na sympatyków, wolontariuszy z polonijnego (i nie tylko) środowiska, bez zawężania klubowej społeczności do niewielkiego grona osób.  Jak i na działalność w innych obszarach, nie tylko sportowych. Polonia musi się angażować w różne przedsięwzięcia społeczne, co jest zresztą zgodne z klubowym credo.

Miejmy nadzieję, że niebawem dojdzie do przełomu, który pozwoli nam znów ekscytować się pojedynkami koszykarzy w czarnych koszulach.

Tekst ukazał się w miesięczniku Polonia Ole (Nr 2 (68) Maj 2021)